Zestaw promocyjny automatów oddechowych firmy Apeks
ATX 40/DS4 + Octopus
Teraz w rewelacyjnej cenie
1042,00 zł
Kliknij w obrazek aby zobaczyć szczegóły i zamówić
Nurkowanie rekreacyjne
Hańcza – moje pierwsze spotkanie.
Relacje
Hańcza, jedno z najbardziej kultowych miejsc nurkowych. Wiele o niej słyszałem ale nigdy nie byłem i oto nadarzyła się okazja. Pada hasło weekend 27-28 września, moja decyzja mogła być tylko jedna. Ekipa w składzie Michał, Daniel, Paweł, ja no i oczywiście Maciek (guru dwojga imion) wyrusza w piątkowe popołudnie. Przygotowania i drogę na miejsce pozwolę sobie pominąć, zaoszczędzając czytelnikom wielu gorzkich słów o naszych drogach i rozdrożach. Grunt, że w końcu dotarliśmy. Przy kominku u Pani Ani dołączyli do nas Marta i Mariusz. Teraz już w komplecie, ze skwierczącą na grillu kiełbasą i czymś chłodnym w ręku mogliśmy oddychać Suwalszczyzną.
Pobudka i zbieranie klamotów, potem delikatne śniadanie w Nelsonie na nabranie sil i animuszu. Ładujemy się w porcie na Hestię i heja w morze. Warunki dobre lekki kołysanie jakoś znieśliśmy i kilkudziesięciu minutach mocujemy się do Groźnego. Zejście po przygotowanej bojce i możemy napawać się widokiem i skalą wraku. Widoczność może nie rewelacyjna ale wrażenie olbrzymie, mimo pianek temperatura całkiem przyzwoita. Próbowaliśmy zapamiętać jak najwięcej, ale zaaferowani poręczowaniem mieliśmy trochę niedosytu po wyjściu.
Po czterech godzinach lotu lądujemy w Sharm. Jest noc. Urocza czeska stewardessa żegna czułym - Good bye. Wychodzimy na rozgrzaną płytę lotniska. W Polsce temperatura w okolicach zera stopni… tutaj 20 stopni więcej. Wymieniamy Euro na funty egipskie. Przechodzimy do odprawy paszportowej. Z głośników zaczyna wydobywać się przyciszony śpiew muezina. Bezpański pies, który niewiadomo skąd wziął się w bezcłowej strefie lotniska podnosi pysk. Celnik, dokonujący kontroli, przerywa przyjmowanie dokumentów. Wychodzi ze swoje boksu. Kładzie na posadzce lotniska pleciony kocyk, wznosi ręce ku górze, po czym pada na kolana i rozpoczyna modlitewne bujanie się w górę i w dół. Zaskoczeni Europejczycy cierpliwie oczekują w kolejce. Mija 5 min. Arab wstaje, otrzepuje spodnie i wykrzykuje „Next please!” i znika wewnątrz swojego boksu. Kolejka rusza. Pies kładzie pysk z powrotem na ziemi. Zwracam uwagę na rozwieszony nad jego głową turystyczny slogan „Welcome in Egipt”.
Za nami kolejny wyjazd do Egiptu i kolejne nurkowania w Dahab. Jednym z najbardziej kultowych miejsc nurkowych na świecie i zarazem moim ulubionym. Tym razem wybraliśmy się nad Morze Czerwone nie w celu podziwiania piękna raf koralowych i tysięcy kolorowych ryb. Naszym celem były głębsze nurkowania w najciekawszych miejscach położonych w pobliżu Dahab. Skupiliśmy się na Canyon'ie, Bells'ach i Blue Hole, oraz na wykonaniu serii nurkowań typu Extended Range koncentrując się na "szlifowaniu formy" przed głębokimi bałtyckimi nurkowaniami.
W tym roku Boże Ciało, o dziwo, wypadło też w czwartek... Znowu mieliśmy do dyspozycji długi weekend - bardzo dobry pretekst, aby zorganizować w tym czasie wyjazd na wraki Bałtyku. Plan obejmował nurkowania na głębokich wrakach w okolicach Helu. Wymagania postawione zostały dość wysoko i aby wziąć udział w tej imprezie trzeba było mieć przynajmniej uprawnienia AOWD oraz specjalizację wrakową, lub odpowiedniki ww. Skoro mieliśmy już pomysł i założenia należało wybrać łódź, która nas zawiezie w miejsca nurkowe. Wybór padł, jak zawsze w naszym klubie, na M/Y Hestia, której szyprem jest niezawodny Jurek Lissowski.
Jeszcze jeden lucik, błagam... - jęczał nasz Instruktor Dwojga Imion pocąc sie nad swoją nieszczęsną latarką. Nie ma mowy, już jedziemy! - krzyczała Agnieszka, której zawsze wszędzie się spieszy. Nie ma rady. Ciężko się skupić na naprawianiu latarki, kiedy kobiszcze stoi nad głową. Spakowali się więc i koło północy ruszyli w kierunku przejścia granicznego Jędrzychowice - na Drezno.
... O świcie łódź rusza na kolejne miejsce nurkowe. Budzi nas falowanie i pomruk silników. Przed śniadaniem dopływamy do Shab Abu Nuhas gdzie kotwiczymy aby zanurkować na wraku Ghianis D., a po śniadaniu i niezbędnej przerwie wykonać drugie nurkowanie na wraku Carnatic. Nasza łódź cumuje za rafą gdzie falowanie jest niewielkie, a na nurkowania pływamy pontonem. Oba wraki leżą bardzo blisko siebie i nie wymagają przemieszczania łodzi...
Za nami kolejna bałtycka eskapada wrakowa. Trzydniowe nurkowania z pokładu M/Y Hestja Jurka Lisowskiego w rejonie Helu i Władysławowa „śmignęły jak z bicza strzelił” Tak to już jest, że na wyjazd czeka się długo, przygotowuje i dogrywa wszystko, a potem nim się człowiek obejrzy jest już po wszystkim... Teraz trzeba znowu poczekać do następnego razu. Jak wyglądały ostatnie nurkowania ? Cóż ... poczytajcie.
Pierwszy rok nurkowania śmignął jak zając przez miedzę, a już poczułem niedosyt - zachciało mi się znowu zdobywania wiedzy. Rozpocząłem więc następny kurs - Advance Open Water Diver, a co tam. Razem ze mną w kursie udział wzięli - Agnieszka (współkursantka), Hubert, który dzielnie podjął wyzwanie instruktorowania, oraz Michał odbywający staż do DiveCona.
Opadliśmy przy linie i ... nic, wraku nie ma, poręczówki też. Szukamy w koło, ale to w końcu 40 m i czasu nie za wiele, szczególnie że po ewentualnym odnalezieniu chcieliśmy mieć choć kilka minut na wraku. Nic jednak nie ma, poza leżącym na dnie kombinezonem budzącym nie najlepsze skojarzenia. Jednak to tylko kombinezon. Widoczność 7-8 m. Czas mija, poszukiwania trwają, w promieniu przynajmniej 15-20 m od „prosiaka” nie ma wraku.